Rozdział 2
Syriusz odprowadził Kamę pod same drzwi jej domu, po czym pośpiesznie wrócił do swojego. W tamtych czasach londyńskie ulice nie były bezpieczne. Mimo, że Syriusz należał do rodziny czarodziejów czystej krwi, to mogło już dotrzeć do nieodpowiednich uszu, że odcina się od własnego rodu oraz, że przyjaźni się z mugolką. Dlatego też przed zamknięciem drzwi, obejrzał się przez ramię czy nikt go nie śledzi. Uspokojony ciszą panującą na ulicy wszedł do domu i udał się wprost do swojego pokoju. Tam zdjął ubranie aby następnie wślizgnąć się pod kołdrę. Po kilku minutach leżenia zmorzył go sen.
Następnego dnia obudził się dosyć wcześnie - reszta domowników jeszcze spała. Ubrał się i zszedł do kuchni gdzie zjadł śniadanie podane mu przez domowego skrzata. Następnie wrócił do swojego pokoju, gdzie całe przedpołudnie poświęcił na pisanie listów do swoich przyjaciół. Remusa i Petera prosił o szukanie zaklęć, które pomogłyby Kamie w przedostaniu się do Hogwartu. Po namyśle uznał, że jednak dobrze będzie jak wyśle list do Jamesa zawierający prośbę oraz wyjaśniający cały plan działania. W końcu to on byłego przyjacielem, nie Kama. Następnie wziął się za przeszukiwanie domowej biblioteki z nadzieją, że znajdzie tam jakąś pomocną księgę. Wydawało mu się, że kilka dzieł zawiera informacje, których potrzebował, więc spakował je do torby i udał się na spotkanie z przyjaciółką. Nim się rozstali ustalili, że spotkają się w tym samym miejscu co poprzedniego dnia, o zachodzie słońca. Gdy młodzieniec przybył na miejsce, znalazł dziewczynę siedzącą na kocu i zapatrzoną w dal. Szybko do niej podszedł i pocałował ją w policzek na przywitanie. Wyrwana w tak niespodziewany sposób z zamyślenia odwróciła się w jego stronę, a na jej twarzy malowało się zaskoczenie.
- Nie miej takiej miny, w Hogwarcie czeka cię więcej niespodzianek. - roześmiał się Syriusz - Mam tu coś dla ciebie.
Podaj jej torbę pełną ciężkich woluminów. Kama posłała mu złowrogie spojrzenie, uraczyła sójką w bok i zabrała się za oglądanie tego co przyniósł. Po kilku minutach bezowocnego przeglądania stron spojrzała na przyjaciela, który rozłożył się wygodnie na kocu i zabawiał się wyrywaniem trawy.
- Nie pomożesz mi? - spytała zdziwiona - Byłoby znacznie szybciej.
- Och, no wiesz, muszę cię przyzwyczajać do tego, że będziesz odrabiać za mnie prace pisemne. Do tego nie potrzeba magicznych zdolności.
Dziewczyna wymownie popukała się palcem w czoło i powróciła do przeglądania zapisków. Kilka pierwszych dzieł nie zawierało nic godnego uwagi, aż natrafiła na intrygujący tytuł "Gdy mugol zapuka do drzwi". Zaciekawiona zagłębiła się w lekturę, a każdą kolejną stronę komentowała niecenzuralnymi słowami. Zaniepokojony czarodziej zbliżył się do niej i zajrzał jej przez ramię. Książka otwarta była na rozdziale poświęconym zaklęciu, które chroniło dany przedmiot powodując u mugola, który go chwyci utratę wszystkich zmysłów. Syriusz przewrócił na kolejny rozdział, tym razem opisane zaklęcie wprowadzało mugola w śpiączkę. Przejrzał kolejne strony, a każda z nich zawierała okropne magiczne praktyki służące otumanieniu mugoli i rzekomo ochronie świata czarodziejów. Odrzucił od siebie tę księgę i spojrzał na Kamę. Ona również na niego spojrzała, a w jej oczach było widać obrzydzenie.
- Naprawdę, aż tak nas nienawidzicie, że robicie takie rzeczy? Takimi zaklęciami strzeżecie też Hogwart?
- Oczywiście, że nie! Dumbledore nigdy by na coś takiego nie pozwolił, on jest waszym obrońcom. Owszem, są tacy co woleliby wyjść z ukrycia i sprawować nad wami władzę - opowiadałem ci o nich - ale ja, ani moi przyjaciele nie zaliczamy się do takich ludzi. To są jakieś dawne praktyki. Sprawdziłaś rok wydania?
Dziewczyna w milczeniu podeszła do odrzuconej księgi, aby ponownie ją przejrzeć. Po chwili odezwała się cichym głosem:
- To jest któreś tam z kolei wydanie, natomiast pierwsze ukazało się w XII wieku.
- Sama widzisz, że to stare brednie i zapewniam cię, że obecnie wycofane z użycia. Chociaż, jeśli to było przechowywane w moim domu to lepiej nie będę ryzykował zapraszając cię do siebie.
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Przeraziłam się, że może samo dzieło jest zaklęte i za chwilę wypadną mi oczy. Jakby się tak zastanowić to my też w średniowieczu nie byliśmy najlepsi. Nie raz przecież palono czarownice na stosach.
- Nie przejmuj się tym, dla wielu z nich to była świetna zabawa - widząc jej szeroko otwarte oczy i usta zaśmiał się donośnie - jak znajdę podręcznik do Historii Magii to ci go podrzucę i wtedy zrozumiesz jak to było naprawdę. A teraz bierzmy się za dalsze poszukiwania, bo za niedługo zapadnie mrok.
Uśmiechnięci, siedząc ramię w ramię zagłębili się w kolejne wielkie dzieło w dorobku równie wielkiego czarodzieja.
Cały tydzień zleciał im na wertowaniu ksiąg i pisaniu listów. Tym pierwszym głównie zajmowała się Kama ponieważ Syriusz uznał, że wystarczy, że je jej dostarcza, wykradając z domowych zasobów. Wspierali ich w tym pozostali przyjaciele, chociaż nikt się nie spodziewał wiele po Peterze. Pomimo początkowych sukcesów okazało się, że owszem istnieje wiele zaklęć mających uniemożliwić mugolom wejście lub nawet zbliżenie się do danego terenu lub obiektu, jednak dużo trudniej było znaleźć takie, które umożliwiałby nie tyle cofnięcie działania tych pierwszych, ale zapewniłyby, że nie działałby tylko na daną osoba nie magiczną. Im bliżej był dzień wyjazdu tym mocniej Remus starał się przekonać pozostałych, że ich plan opiera się głównie na założeniu, że jakoś to będzie. Jednak im usilniej się starał tym bardziej byli uparci, zwłaszcza Kama i James wspierani przez Syriusza. Jedynie Peter wstrzymał się od udziału w listownej dyskusji, nie odpisując na żaden list wzywający go do opowiedzenia się po którejś ze stron.
W końcu nadszedł rześki poranek oznaczony datą 1 września. Zgodnie z ustaleniami wszyscy spotkali się na dworcu King Cross, nie opodal wejścia na peron numer 9 3/4. Po pośpiesznym przywitaniu zabrali się za realizację opracowanego wcześniej planu. Remus i Peter przeszli jako pierwsi przez barierkę. Zadaniem Glizdogona było zająć wolny przedział natomiast Lunatyk jako nowo mianowany prefekt musiał udać się na spotkanie z pozostałymi prefektami. Jako kolejny ruszył Rogacz, miał on zbadać teren, sprawdzić czy nic im nie przeszkodzi. Nie minęła minuta gdy wrócił, a jego niezadowolona mina świadczyła, że stało się coś nie dobrego.
- Przysłali dwóch gości z ministerstwa. Jeden stoi tuż przy barierce z tamtej strony, drugi natomiast kręci się po całym peronie. Rozglądają się uważnie jakby się spodziewali, że coś się wydarzy.
- Kurwa, to pewnie po tamtej akcji sprzed roku – Syriusz nie krył swojej złości. Kama spojrzała podejrzliwie na chłopaków.
- Jakiej akcji?
- Opowiem ci innym razem. Co robimy?
James myślał nad czym intensywnie, aż w końcu powiedział:
- Znam tego gościa przy wejściu, to znajomy taty. Mogę go zagadać przez ten czas gdy będziecie przechodzić, ale musicie uważać na tego drugiego, nie mogą zauważyć nic podejrzanego, bo będzie po nas.
Nie mając innego pomysłu na rozwiązanie tej sytuacji pozostali kiwnęli zgodnie głowami. Potter ponownie zniknął w magicznym przejściu. Po odczekaniu pół minuty Kama i Syriusz ruszyli za nim. Dziewczyna była podekscytowana tym co miało się wydarzyć, czuła jak jej serce napędzane adrenaliną bije szybciej niż zwykle. Jednak nim zdołała mrugnąć okiem znalazła się po drugiej stronie magicznego przejścia. Panował tam jeszcze większy hałas i zamieszanie niż po stronie mugoli. Nie było jednak czasu na rozglądanie się ponieważ Black, który miał torować jej drogę w tym tłumie ruszył już do przodu. Nie miała nawet czasu, żeby obejrzeć się na Rogacza. Przejście przez tłum czarodziei oraz ich potomstwa było naprawdę ciężkie, dodatkowo musieli kluczyć, aby być jak najdalej od pracownika ministerstwa magii. Kamie podobało się to uczucie towarzyszące świadomości, że nikt jej nie widzi. Jedynie czuła ciarki na plecach gdy przechodziła koło kotów, które śledziły ją swoimi oczami jakby one jedyne widziały, że ona tam jest. Kilka minut zajęło im zlokalizowanie Petera, który machał do nich pokazując do którego wagonu mają wsiąść. W końcu udało im się tam dotrzeć i przedostać do odpowiedniego przedziału. W tym samym czasie dotarł tam również James. Zmęczona Kama przysiadła na jednym z siedzeń, w tym czasie chłopcy pozostawiali swoje bagaże i wyszli na zewnątrz żeby pożegnać się z rodzicami. Przez okno było widać, że najszybciej uporał się z tym Syriusz Black ponieważ ograniczył się jedynie do podania ojcu ręki i powiedzeniu kilku słów do matki, która nie była z tego szczególnie zadowolona. Nie opodal stali państwo Potterowie, którzy bardzo wylewnie żegnali swojego jedynaka. O dziwo James nie protestował przeciwko temu, ale równie entuzjastycznie całował matkę w policzek i poklepywał ojca po plecach. Petera i jego rodziców nigdzie nie było widać, natomiast rodzice Lupina żegnali go najdłużej ze wszystkich. Szeptali coś między sobą i rzucali ukradkowe spojrzenia na sąsiadów. Czas na pożegnanie minął gdy lokomotywa wydała z siebie długi gwizd. Uczniowie zadziwiająco szybko wsiedli do pociągu, który łagodnie ruszył. Pozostający na peronie członkowie rodzin machali chusteczkami dopóki nie znikli za zakrętem.
Po chwili do przedziału wrócili Syriusz, James i Peter rozsiadając się wygodnie wokół Kamy, która zdjęła już magiczną pelerynę. Na wszystkich twarzach malowało się zadowolenie.
- Udało nam się! W prawdzie to nie było takie trudne, ale też wiązało się z tym pewne ryzyko – zawołał Rogacz patrząc na swoich towarzyszy.
- Nie mogę w to uwierzyć.
Każdy zaczął opowiadać o swoich emocjach poza Glizdogonem, który zawzięcie grzebał w swojej torbie. Skutkiem tego był dźwięk uderzających o siebie szklanych butelek. Nim Peter zdążył zasunąć torbę, zwinny James wyciągnął z niej tajemniczą flaszkę pełną czerwonego płynu.
- A co to? – zapytał zaciekawiony Gryfon i nie czekając na odpowiedź przyjaciela, odkorkował butlę aby powąchać zawartość. Uśmiechając się z zadowoleniem poddał ją Syriuszowi żeby i on mógł ją zbadać . Łapa nie namyślając się długo wziął pierwszy łyk.
- Glizdku, tego się po tobie nie spodziewałem. Doprawdy, alkohol i to nie jakieś siki, ale wysokogatunkowe skrzacie wino. Chyba cię niedoceniałem przyjacielu. No no, skąd ty je masz?
Poklepał przyjaciela po plecach, który zarumienił się i zaczął się jąkać:
- Mmmam swojeee sposobyyy.
- To na jakąś specjalną okazję? – zapytał niewinnym tonem Potter.
- To to dla was koledzy, pomyślałem, że że będzie wam smakować.
Chłopcy nie czekając na dalszą zachętę naleli pierwszą kolejkę i wznieśli wyczarowane przez siebie szklanki do góry.
- Za przygodę – zaproponował ktoś toast a reszta posłusznie powtórzyła. Przez kolejne pięć minut śmiali się sami nie wiedząc z czego. Potem znowu pili, aż po czwartej kolejce Peter zasnął, wtedy uznali, że czas przystopować. Grali w eksplodującego durnia aż do przybycia czarownicy z wózkiem pełnym słodyczy. Obkupieni smakołykami wrócili do przedziału.
Pełen żołądek i wino szumiące im w głowach sprawiły, że każdy rozłożył się wygodnie na siedzeniu. Przez dłuższy czas trwali w takiej leniwej bezczynności, poza Peterem który w dalszym ciągu spał w kącie.
- Zróbmy coś – mruknął Syriusz.
- Wykręćmy jakiś dowcip – James szybko się ożywił, wstając i chwytając za różdżkę.
- Napijmy się jeszcze raz – dorzuciła Kama.
Brzdęknęły trzy szklanki, a następnie cała trójka wyszła z przedziału zostawiając samego Glizdogona, który cichutko pochrapywał.
Przepraszam za błędy, jedynie pierwsza część została sprawdzona przez Ulkę_Black_ Potter za co jej bardzo dziękuje :)
Ogólnie fan fick jest dobry, choć dla mnie za wolno idzie cała akcja. Pomysł masz świetny - mugolka w Hogwarcie i to za czasów Huncwotów. To MUSI być ciekawe. Ale ten rozdział był średnio ciekawy.
Zauważyłam tez, że masz problem z budowaniem zdań. Robisz je za długie, zdecydowanie za długie. Lepiej jest je skracać i z takiego jednego tasiemca zrobić dwa krótsze, wtedy wygodniej się to czyta i lepiej wygląda.
Czekam na rozdział trzeci, powodzenia! ;D